• Wpisów: 24
  • Średnio co: 108 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 22:23
  • Licznik odwiedzin: 39 721 / 2713 dni
 
mafiosa
 
24 Kwietnia 2010
12 rocznica zastrzelenia
Nikodema Skotarczaka w agecji
towarzyskiej Las Vegas w Gdyni.

"Nikoś" urodził się 25 kwietnia 1954 r. (czasami podaje się datę 29 czerwca) w Gdańsku. "Dorastał we Wrzeszczu". Po szkole podstawowej, poszedł do zasadniczej szkoły ogrodniczej w Pruszczu Gdańskim. Według jednych, ukończył ją, według innych, przerwał naukę. Jako młody człowiek, bardzo dużo czasu miał poświęcać ćwiczeniom sportowym, dzięki czemu mógł pochwalić się dobrą kondycją fizyczną. Swoją karierę rozpoczął w 1973 r. jako bramkarz w "Lucynce", lokalu w Gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz." Głównym "ojcem chrzestnym trójmiejskiej mafii", był wówczas, tajemniczy doktor socjologii lub psychologii, notabene właściciel "Lucynki". Ten sam doktor, miał być też właścicielem innego lokalu "U Maxima" w gdyńskim Orłowie, w którym także ochroną zajmował się "Nikoś". W tym drugim lokalu miał się pojawić jako dwudziestolatek, czyli prawdopodobnie gdzieś koło 1974 r.
O tym, że zaczynał karierę u owego "tajemniczego doktora", wspomina kilka źródeł, które podają jednak różne imiona (pan A., Michał A., Wacław S., "Mecenas"), ale nie ulega wątpliwości, że chodzi cały czas o jedną i tą samą osobę. I tak:
- "Zaczynał jako bramkarz w lokalu pana A. Gdy okazało się, że nie tylko ma głowę na karku, ale także jest bardzo lojalny, pan A. wziął go najpierw na osobistego goryla, potem zrobił cinkciarzem - hurtownikiem. "Nikoś" trzymał, więc łapę na drobnych "staczach" i "naganiaczach", którzy dla niego skupowali zielone."
- "Następnie "Nikoś" został cinkciarzem. Wraz z bratem Markiem kradli samochody, za które Wacław płacił im od 300 do 400 USD. Zarobione pieniądze przepuszczali w Barze Kapitańskim przy Skwerze Kościuszki w Gdyni."
- ""Nikoś" zasłynął jako "król bramek" () w pierwszych w Polsce ekskluzywnych klubach nocnych na Wybrzeżu. Pracował m.in. w "Maximie" i "Lucynce". Zjednywał ludzi humorem, hojnym gestem (wpuszczał czasami za darmo, dokładał do rachunków, umarzał długi) oraz hucznymi imprezami, organizowanymi nad ranem, już po zamknięciu lokali. Uwielbiał zmrożonego szampana, widok morza z orłowskiego mola i kuchnię w pobliskiej knajpie "Skorpion"."
- "Dwudziestoletni "Nikoś" wsiąkł, w trójmiejski półświatek. () Trafił na bramkę "U Maxima". Lokal prowadził Michał A., w latach 70-ych szara eminencja trójmiejskiego półświatka, człowiek, który dla biznesu rzucił karierę naukową (miał doktorat z psychologii). Pracując dla A., Nikodem sam zaczął handlować walutą. Na coraz większą skalę. Oficjalnie jednak zajmował się gospodarstwem, które kupił we wsi Orle."
- "To "Nikoś" decydował, kogo wpuścić do słynnego w całym PRL-u klubu nocnego. Tego z piosenki Lady Pank. U Maxima w Gdyni, znów cię widział ktoś, Sypał zielonymi mahoniowy gość"
Po raz pierwszy "Nikoś" ożenił się w 1976 r. I jak się uważa, wkrótce ujawnił się po raz pierwszy krążący nad nim "pech śmierci".
- "Jego młoda żona zmarła w czasie porodu. Urodziła syna, Piotra. Wychowaniem młodego człowieka, zajęli się dziadkowie. Wkrótce Nikodem poznał nieco starszą od siebie Halinę, podobno mocno stojącą na ziemi właścicielkę fermy lisów w Wejherowie. Pobrali się. Ona urodziła mu Natalię. Pod koniec lat 70-ych Nikodem był już "poważnym" waluciarzem, miał swoich naganiaczy. Kręcił się też przy oszustach żerujących na zachodnich turystach."
- "To on, a nie słynny "Dziad" czy "Pershing", w drugiej połowie lat 70-ych, stworzył pierwszą zorganizowaną grupę przestępczą, złożoną z około 200 waluciarzy, szulerów i złodziei z Trójmiasta. Kontrabanda "Nikosia" (kradzione w Niemczech i Austrii samochody) przekraczała polskie granice wiele lat wcześniej niż papierosy, spirytus i elektronika szmuglowane przez "Pruszków" i "Wołomin". () To właśnie Wybrzeże, a nie podwarszawskie miejscowości, jest miejscem narodzin polskiej mafii, a "Nikoś" rzeczywiście był niekwestionowanym bossem ówczesnego podziemia - Marek Biernacki."
Istnieje także drobna informacja, że w połowie lat 70-ych, "Nikoś" mógł zajmować się skupowaniem bursztynu. Adam Zadworny napisał m.in.: "W latach 70-ych stojący, pod Peweksami i hotelami cinkciarze zarabiali krocie. Kwitł nielegalny handel bursztynem i srebrem. Luksusowe prostytutki i różnej maści oszuści polowali na bogatych cudzoziemców. Marynarze przemycali niedostępne w oficjalnym handlu towary - kremplinę chociażby, z której mamy w całej Polsce szyły swoim synom garniturki do pierwszej komunii." Fakt nielegalnego skupywania bursztynu poruszyła w swoim artykule Magdalena Grzebałkowska w październiku 2005 r.: "Tu, w okolicy, 30 lat temu bursztyn skupował "Nikoś". Niektórzy mają jeszcze swoje kontakty. () Tylko w roku 1972, dzięki życzliwości kogoś z partii, udało się załatwić 14 pozwoleń na osiem miesięcy. Ludzie kopali na Stogach, Górkach Zachodnich, Krakowcu, Rudnikach. To była rewelacja, wykopali 150 ton, zaspokoili rynek na kilka lat. Niektórzy do dzisiaj mają jeszcze trochę bursztynu z tamtych zapasów. Nielegalni też wtedy kopali, bywało, ze 30 ekip. Prasa ciągle podawała, ile worków bursztynu zarekwirowała milicja. Nigdy potem te worki nie trafiały do skupów. () Wiadomo, że surowiec w Polsce pochodzi tylko z przemytu z Rosji albo z nielegalnego kopania. Można powiedzieć, że bursztynnicy to paserzy, a skarb państwa ciągnie z tego zyski. () Mówi się, że 70 proc światowej oferty wyrobów z bursztynu pochodzi z Polski." Widać, zatem, że już w latach 70-ych nielegalne wydobycie, skup, handel i przemyt bursztynem, było bardzo intratnym interesem.
Prawdopodobnie jeszcze w latach 70-ych, na co wskazuje kilka źródeł, Nikodem, w poszukiwaniu większych pieniędzy opuścił Polskę i na pewien czas przeniósł się do Budapesztu stolicy Węgier.
- ""Nikosiowi" przypisuje się przetarcie szlaku drobnych handlarzy z Polski do Budapesztu. Zarabiał na sprowadzaniu szampana. Pod pozorem darów organizował wysyłki paczek do Polski z różnymi towarami, które sprzedawane były na rynkach. Innym sposobem pozyskiwania pieniędzy w Budapeszcie było oszukiwanie, głównie naiwnych, niemieckich turystów na tzw. wajchę lub przekładkę - podmiana pieniędzy podczas wymiany walutowej."

“W połowie lat 70-ych stolica Węgier stała się mekką dla ludzi szarej strefy PRL-u: cinkciarzy, przemytników, luksusowych prostytutek. () Budapeszt to był wielki rynek, a sezon turystyczny trwał tam cały rok. () Polscy cinkciarze, zwani koniami, pracowali na "patelni", placu przy dworcu kolejowym Keleti. W 1976 roku przybyła im nieuczciwa konkurencja. W stolicy Węgier pojawili się pierwsi wajcharze, czyli oszuści, którzy zarabiali na sztosach - turyści zamiast banknotów kupowali np. pocięte gazety. Polacy byli mistrzami tego procederu. W Budapeszcie pracowała ich ponad setka. Spotykali się w rumuńskiej knajpie Bukareszt. Początkowo latały tam trzy ekipy - z Trójmiasta, Szczecina i ?odzi. Później pojawili się też ludzie ze Śląska, z Warszawy. W 1977 roku wśród polskich oszustów pojawił się "Nikoś". Miał w Budapeszcie dwóch kumpli ("Bambino" i "Tomek"), którzy zajmowali się oszukiwaniem na wajchę. Nikodem został ich opiekunem. Podobno już wówczas poruszał się czarnym porsche, które dodawało mu prezencji i szyku. () Dziennie zarabiało się bez większej gimnastyki 50 DM. Miesięcznie wychodziło ok. 30 tyś zł., a pensja polskiego robotnika to były jakieś 4 tyś. Ryzyko było niewielkie. Jak cię złapali na numerze, to obili i tyle. Nikt nie szedł na milicję, bo wymiana była nielegalna. () Polscy oszuści grasujący w Budapeszcie raz w miesiącu, w niedzielę, organizowali mecze piłkarskie. Grali: Wybrzeże - Reszta Polski. Nikodem (Wybrzeże) miał ścięcia z Robertem K. "Gelertem" z Sosnowca (Reszta Polski). K. mieszkał w hotelu Gelert na słynnym budapeszteńskim wzgórzu o tej samej nazwie - stąd ksywka. "Nikoś" za nim nie przepadał, choć często wspólnie siadali do pokera. Nikodem, namiętny hazardzista, z reguły przegrywał. Pod koniec lat 70-ych polski półświatek w Budapeszcie robił pieniądze na przemycie pierwszych zegarków elektronicznych. Przywozili je z Wiednia obywatele Jugosławii. Stamtąd trafiały do Polski. "Gelert" dowiedział się o jednym z transportów i z kilkoma zbirami zrabował zegarki. Bałkańscy przemytnicy w odwecie napadli i obrabowali kilku polskich cinkciarzy. To wszystko szkodziło interesom "Nikosia", który właśnie zaczął kupować od "Jugoli" kradzione auta. Pewnie, dlatego mówi się, że to on wystawił im "Gelerta" (choć może to być tylko jedna z wielu legend na jego temat). "Gelert" dostał kilka ciosów nożem, ale przeżył. Przestał się jednak pokazywać w Budapeszcie. Nikodem stał się szybko rekinem przestępczych interesów w stolicy Węgier.”


Dalej autor wymienia kilkunastu znanych Polskich gangsterów, którzy rzekomo mieli zaczynać na Węgrzech swoją karierę - Jeremiasz Barański "Baranina" (miał współpracować z "Nikosiem" przy sprzedaży kradzionych aut, ale, w jakich latach niewiadomo), Zbigniew Nawrot, Ryszard Kozina vel Ricardo Fanchini, Andrzej Kolikowski "Persching", Wojciech K. "Kura", Lechosław Horbacz "Siwy", Leszek Danielak "Wańka" i Andrzej Z. "Słowik".
- "Zadziwiające, jak wielu ludzi, którzy w latach 90-ych trafili na pierwsze strony polskich gazet jako gangsterzy lub biznesmeni, zaczynało karierę w Budapeszcie 20 lat wcześniej. () Generał policji Adam Rapacki - Budapeszt, nieznany publicznie przystanek w życiorysach wszystkich tych ludzi, to pewien fenomen. Wielu z nich zrobiło później międzynarodowe gangsterskie kariery. Ci ludzie jeździli po Europie w czasach, kiedy nie było to takie proste. Można by się zastanawiać, czy niektórzy z nich nie mieli protektorów w służbach PRL. () "Nikoś" już w latach 70-ych ze zwykłej kradzieży aut zrobił wielki, zorganizowany biznes. Miał układy w kręgach jugosłowiańskich przestępców, którzy robili mu w Wiedniu świetne podrabiane papiery.

Miał też kontakty wśród peerelowskich elit finansowych, a więc zbyt. () Oficer MO - Dopiero w 1988 roku Komenda Główna MO przyznała, że mamy zorganizowaną strukturę sprowadzającą do Polski auta kradzione w RFN i Austrii. W latach 70-ych i 80-ych ich zalegalizowanie w Polsce było dziecinnie łatwe. Nie mieliśmy żadnych kontaktów z policjami na Zachodzie. Możliwości sprawdzenia auta - żadne. Z drugiej strony państwo poluzowało prywatnej inicjatywie. Pojawili się ludzie z pieniędzmi, którym marzyło się coś więcej niż duży fiat. () Mówi się, że odbiorcami pierwszych kradzionych aut byli przedstawiciele elit ówczesnej władzy. Brak na to dowodów, choć często jako klienta wymieniano Andrzeja Jaroszewicza, syna Piotra, premiera w PRL-u."
Już w latach 70-ych, "Nikoś" zwrócił uwagę, że kradzież samochodów, może być niezwykle dochodowa:
- ""Nikoś" i jego współpracownicy szybko zorientowali się, że Polski rynek samochodowy odczuwa silne zapotrzebowanie na zachodnie auta."
- "W latach 70-ych złodziejskim narzędziem była zwykła metalowa linijka zakończona dorobionym haczykiem. Wpychało się ją w szczelinę pomiędzy szybą w drzwiach samochodu a przylegającą do niej gumową listwą. A potem podciągało drut podtrzymujący szybę. Silnik uruchamiany był "na krótko", czyli poprzez zwarcie przeciętych przewodów elektrycznych."
Prawdopodobnie jeszcze w latach 70-ych, w życiu "Nikosia" pojawia się tzw. epizod Niemiecki. Dokładnie nie wiemy, kiedy Nikodem po raz pierwszy dostał się do RFN, ale według jednego źródła, mogło to być jeszcze pod koniec dekady lat 70-ych. Skotarczak, prawdopodobnie też, dopiero od 1986 r. jest stałym mieszkańcem Niemiec Zachodnich. Wcześniej, regularnie kursował pomiędzy Polską a Niemcami. Dlatego często pojawia się w tych krajach, w podobnym przedziale czasowym.
- "Pod koniec lat 70-ych, w poszukiwaniu życiowej szansy wyjechał do Hamburga. W tym okresie RFN była istnym El Dorado dla złodziei, alfonsów, oszustów. Nieprzygotowany na nalot polskich uciekinierów i azylantów niemiecki wymiar sprawiedliwości był bezradny. Liberalne prawo i niemal luksusowe warunki w więzieniach sprzyjały tworzeniu się struktur przestępczych. Polskom łatwiej niż innym obywatelom bloku wschodniego, było wyjechać na Zachód. Wielu uciekinierów wywodziło się z krajowej opozycji. "Nikoś" miał być jednym z wielu współpracowników SB, których zadaniem było infiltrowanie Polonii. Wielu Polaków osiedliło się w hamburskiej dzielnicy Baumwall, zwanej dzielnicą polską lub żydowską. Większość drobnego biznesu skupiona jest tam w rękach Polaków lub Żydów polskiego pochodzenia. () Osiedlił się tu również, wśród handlarzy walutą, sutenerów, prostytutek, złodziei i "biznesmenów" - Nikodem. Zaczynał od naganiania klientów do sklepów i od drobnych oszustw. Sprzedawał fałszywą walutę turystom, głównie rosyjskim handlarzom. Pobierał zaliczkę za obiecany towar, którego nigdy nie dostarczał, okradał mieszkania bogatych Niemców. () Już wtedy zaczął organizować grupę wiernych mu osób. () Po upływie dwóch lat (przypuszczalnie lata 1980-1981/82), stał się powszechnie znany i popularny. Był właścicielem sklepów, firm handlujących tanią elektroniką i materiałami budowlanymi. Pracowała na niego grupa "żołnierzy", wśród których wyróżniali się Mariusz B. "Maniek" oraz Leszek B. "Basta"."

Nie możesz dodać komentarza.